друзья, мне нужен ваш совет


#1 9 января 2026 в 20:30

Всем привет! Зарегистрировался в ***** Мотор, но не знал про промокоды. Есть ли сейчас какие-то актуальные коды для новичков?

#2 9 января 2026 в 23:48

Привет! Да, для новых игроков ***** Motor есть эксклюзивный Мотор ***** промокод — *****SLIVE (вводить большими буквами). Он даёт 100 бесплатных вращений при первом депозите от 500 рублей. Как работает: при регистрации нажимаете на ползунок «Добавить промокод», вводите *****SLIVE заглавными буквами, завершаете регистрацию, пополняете счёт от 500 рублей, получаете 100 фриспинов для трёх слотов (The Dog House, Cleocatra, Fruit Party). Стоимость каждого спина 10 рублей, итого 1000 рублей игровых средств. Вейджер х45, срок отыгрыша 2 дня, максимальный выигрыш 10 000 рублей. Промокод вводится именно при регистрации, в личном кабинете его добавить уже нельзя. Если уже зарегистрированы без промокода, можете воспользоваться стандартными приветственными бонусами: от 1000 руб — 50% до 10 000 + 25 FS, от 3000 руб — 75% до 20 000 + 75 FS, от 5000 руб — 100% до 30 000 + 100 FS. Информация актуальна на декабрь 2025 года. Подробности на *****sLive.ru.

#3 Сегодня в 15:21

Jestem nauczycielem biologii w liceum. Brzmi dumnie, prawda? W rzeczywistości to dwieście złotych za godzinę, wieczne poprawianie sprawdzianów i trzydzieścioro nastolatków, którym serce bije szybciej tylko na myśl o Instagramie. Nie o układzie krwionośnym.

Mam czterdzieści dwa lata, od pięciu jestem po rozwodzie. Dzieciaki już duże, studiują w innych miastach, więc wróciłem do kawalerki na Mokotowie, tej samej, w której mieszkałem przed ślubem. Zmieściłem się w dwa kartony. Książki, garnitur na pogrzeby, stary laptop. Resztę zostawiłem byłej. Niech ma.

Wieczory były najgorsze. W szkole hałas, gwar, ciągłe pytania, a potem nagle cisza. Wchodziłem do mieszkania, zapalałem światło w kuchni i stałem tak przez chwilę, nasłuchując. Cisza. Zero. Nawet sąsiedzi gdzieś wyjechali.

I wtedy, pewnego listopadowego wieczoru, z nudów wpisałem w przeglądarkę coś, co mignęło mi kiedyś w reklamie. vavadfa.

Nie wiem, czego szukałem. Rozrywki? Odmóżdżenia? Może po prostu chciałem przestać myślałeć o tym, że za tydzień wywiadówka, a połowa mojej drugiej klasy ma zagrożenie z biologii. Zarejestrowałem się, wpłaciłem dwie dychy. Tyle co bułki na cały tydzień.

Nie wygrałem niczego. Ale też nie przegrałem. Grałem małymi stawkami, bez przekonania, bez emocji. To było jak oglądanie filmu, którego nie do końca rozumiesz, ale coś tam w tle miga.

Przez miesiąc wchodziłem tam może trzy razy. Wypłaciłem jakieś grosze, wpłaciłem znowu. Zero szału.

A potem w moim życiu pojawiła się Zosia.

Zosia była nowa w klasie. Przyszła do nas w październiku, przeniesiona z innego liceum. Cicha, zamknięta w sobie, siadała w ostatniej ławce i notowała wszystko, co mówiłem, nawet moje dygresje o grzybach kapeluszowych. Nie przeszkadzała, nie rozpraszała. Po prostu była.

Aż do marcowego popołudnia, kiedy została po lekcjach.

– Panie profesorze – powiedziała cicho, stojąc w drzwiach pracowni. – Mogę z panem porozmawiać?

Myślałem, że chodzi o oceny, o dodatkowe zajęcia, o korepetycje. Każdy uczeń, który zostaje po lekcjach, myśli o jednym: jak podciągnąć średnią. Ale Zosia usiadła naprzeciwko mnie i zapytała o coś zupełnie innego.

– Pan gra, prawda? W takie gry internetowe.

Zamarłem. Pierwsza myśl: ktoś widział, ktoś doniósł, dyrekcja się dowie. Nauczyciel biologii, który wieczorami przegrywa pieniądze w kasynie. Ładna historia. Pożegnaj się z pracą.

– Skąd… – zacząłem, ale mi przerwała.

– Widziałam pana awatar – powiedziała. – Ten z żabą. Na vavadfa. Ja też tam jestem. Jako Zosia222.

Patrzyłem na nią przez długą chwilę. Ona patrzyła na swoje dłonie splecione na kolanach. Siedzieliśmy w pustej pracowni, za oknom marcowe słońce, a ja nie wiedziałem, co powiedzieć.

– Od kiedy? – spytałem w końcu.

– Od pół roku. Mój tata… on grał. Dużo. Przegrał mieszkanie, potem samochód, potem odszedł. Zostałyśmy z mamą same, bez niczego. Ja nie wiem, po co weszłam. Może żeby zrozumieć? Żeby sprawdzić, co w tym jest takiego, że człowiek traci wszystko?

Przełknąłem ślinę. – I zrozumiałaś?

Podniosła wzrok. – Chyba tak. To nie jest żadna magia. To tylko gra. Jak każda inna. Tyle że stawka czasem bywa za wysoka.

Milczeliśmy. Słyszałem tylko tykanie zegara ściennego i oddechy swoje i Zosi. I wtedy, nie wiem skąd, przyszła mi do głowy pewna myśl.

– Pokażę ci coś – powiedziałem.

Otworzyłem laptopa, zalogowałem się na swoje konto. Zosia patrzyła z boku, niepewna, czy może, czy nie przekracza granicy. Pokazałem jej historię transakcji. Wpłaty, wypłaty, wygrane, przegrane. Zwykłe liczby.

– Widzisz? – powiedziałem. – Ja też grałem. I też przegrałem. Nie mieszkanie, nie samochód, ale czas. Dużo czasu. Godziny, które mogłem spędzić inaczej. I za co? Za chwilę zapomnienia.

– I co pan zrobił? – spytała cicho.

– Nauczyłem się grać inaczej.

Wyjaśniłem jej swój system. Małe stawki, limity czasowe, żadnego gonienia za stratami. To nie była filozofia hazardu, to była filozofia życia. Ustalasz granice i ich nie przekraczasz. Nie dlatego, że jesteś słaby, ale dlatego, że jesteś mądry.

Zosia słuchała uważnie, notowała w zeszycie, jakby to była kolejna lekcja biologii. „Mechanizmy uzależnień”, napisała na marginesie. I dopisała: „strategie obronne”.

Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie. Nie na korepetycjach, nie na dodatkowych zajęciach. Po prostu – zostawałem dłużej, ona też. Rozmawialiśmy o grach, o hazardzie, o tym, jak łatwo zgubić granicę między zabawą a nałogiem. Czasem wchodziłem na vavadfa i pokazywałem jej nowe gry, tłumaczyłem, jak działają mechanizmy losowości. Ona kiwała głową, zadawała pytania, czasem sama kręciła bębnami, stawiając symboliczną złotówkę.

– Proszę pana – powiedziała kiedyś. – Ja już nie chcę grać. Wystarczy mi patrzenie.

Uśmiechnąłem się. – To znaczy, że zrozumiałaś.

W czerwcu Zosia zdała biologię na celująca. Nie dlatego, że ją uczyłem hazardu. Dlatego, że była zdolna i pracowita. Ale gdzieś w środku czułem, że te nasze popołudniowe rozmowy też miały znaczenie. Że pokazałem jej coś więcej niż budowę komórki. Pokazałem, że nawet w rzeczach pozornie złych można znaleźć lekcję.

Przed wakacjami dostałem od niej laurkę. Narysowana odręcznie żaba, taka jak mój awatar, a pod spodem napis: „Dziękuję, że nauczył mnie pan patrzeć”.

Schowałem ją do szuflady, tam gdzie trzymam najważniejsze rzeczy.

Dziś gram rzadziej. Czasem wejdę wieczorem, postawię parę złotych, popatrzę na wirujące symbole. I myślę o Zosi, o jej tacie, o wszystkich ludziach, którzy zgubili się gdzieś po drodze. O tym, jak cienka jest granica między przyjemnością a pułapką.

Nie wiem, czy moja historia jest o pozytywnym doświadczeniu z grami. Dla mnie tak. Bo dzięki niej zrozumiałem, że nie chodzi o to, czy grasz. Chodzi o to, po co to robisz i gdzie postawisz granicę.

I że czasem najlepszą wygraną jest ta, której nie widać na koncie.

 
 
Вы не можете отвечать в этой теме.
Войдите или зарегистрируйтесь, чтобы писать на форуме.
> Используя этот сайт, вы соглашаетесь с тем, что мы используем файлы cookie.